🎇 Zakochałam Się W Żonatym Facecie

Ale Włoch był żonatym mężczyzną z rodziną. Miłość między nimi wydawała się JakJak`s Sophia Loren zakochała się w żonatym mężczyźnie | Sophia Loren już wcześniej postawiła na swojego producenta, Carlo Pontiego. Translations in context of "zakochałam się kiedyś" in Polish-English from Reverso Context: Zakochałam się kiedyś w chłopaku ze szkoły. Translation Context Grammar Check Synonyms Conjugation Conjugation Documents Dictionary Collaborative Dictionary Grammar Expressio Reverso Corporate Translations in context of "żonatym nie" in Polish-English from Reverso Context: Bycie żonatym nie oznacza, że przestaje się patrzeć na kobiety. Translations in context of "zakochałam się/w" in Polish-English from Reverso Context: się w tobie zakochałam, w którym się zakochałam Translation Context Grammar Check Synonyms Conjugation Conjugation Documents Dictionary Collaborative Dictionary Grammar Expressio Reverso Corporate Zakochałam się w żonatym. Przez Gość kameleon09876, Styczeń 27, 2018 w Życie uczuciowe. Polecane posty. Gość kameleon09876 Gość kameleon09876 Tłumaczenia w kontekście hasła "Ja też zakochałam się w" z polskiego na angielski od Reverso Context: Ja też zakochałam się w Miłości. Tłumaczenie Context Korektor Synonimy Koniugacja Koniugacja Documents Słownik Collaborative Dictionary Gramatyka Expressio Reverso Corporate "Jako śmiertelniczka, Syrena zakochała się w żonatym mężczyźnie, ale kiedy nakryto ich razem, mężczyzna uznany został za niewinnego." Well, "As a mortal, the Siren fell in love with a married man, but when they were caught, the man was held blameless." Tłumaczenia w kontekście hasła "zakochałam się w Simply" z polskiego na angielski od Reverso Context: Całkowicie zakochałam się w Simply Skin. Tłumaczenia w kontekście hasła "w niej zakochałam" z polskiego na włoski od Reverso Context: I jakoś podczas tego wszystkiego, głęboko się w niej zakochałam. Zakochałam się w młodszym facecie. To była bariera nie do pokonania. Dopiero wypadek uświadomił mi, co jest najważniejsze.. "Spotykałam się z żonatym przez rok i dowiedziałam się dzięki tej relacji więcej, niż przez 28 lat mojego życia nauczyłam się o mężczyznach i kobietach. Odeszłam z poczuciem żalu. Nie, nie dlatego, Translations in context of "w którym zakochałam się lata" in Polish-English from Reverso Context: Tym samym, w którym zakochałam się lata temu. 6tWOy. zakochałam się w żonatym, mam chłopaka... Rozpoczęte przez ~kobietka, 26 lut 2019 ~kobietka Napisane 26 lutego 2019 - 19:54 Zakochałam się w żonatym, kilkanaście lat starszym mężczyźnie... I chociaż od samego początku nie miałam żadnych złudzeń, to po prostu nie mogę o nim zapomnieć. To trwa już ponad dwa lata i przez całe te dwa lata nie było nawet jednego dnia, żebym o nim nie myślała. Tracę nadzieję, że kiedykolwiek mi przejdzie... Ale nie chcę żadnych rad w stosunku do niego, bo to i tak miłość z rodzaju tych "niemożliwych". Mam za to inny problem, bo to niestety jeszcze bardziej skomplikowane. Mam chłopaka. Chłopak bardzo mnie kocha, wspiera, dba o mnie... nie znalazłabym niczego, co mogłabym mu zarzucić. Jesteśmy też już "po słowie", mamy się niedługo zaręczyć... wiem, że kupił już nawet pierścionek. I to nawet nie jest tak, że ja go nie kocham... kocham (na inny sposób niż tego starszego, ale kocham). Tylko że... cały czas mam w głowie tamtego i zastanawiam się, czy w ogóle powinnam z tym chłopakiem być? Nie chcę nikomu robić krzywdy. A chłopak jest naprawdę niesamowicie wartościowy (lepszego nigdy nie spotkałam) i zasługuje na wszystko co najlepsze. Tylko co z tego, jeśli niejednokrotnie, zasypiając przy nim, myślałam o tym drugim? Zastanawiam się, czy to po prostu nie magia takiej nigdy niespełnionej miłości? I czy tamto w ogóle można nazwać miłością, jeśli nigdy nawet nie byliśmy razem? Pytanie o definicję miłości... codzienność, proza życia, bliskość (tak jak z chłopakiem) czy jakiś mega szalony poryw serca, mnóstwo chemii, emocji i uczuć (tak jak z tym starszym). A może w ogóle powinnam poczekać na coś, co łączy obie te rzeczy? Z drugiej strony wiem, że gdybym rozstała się z chłopakiem, to na pewno bardzo bym to przeżyła i to byłoby szalenie trudne. Nie wiem. Chyba kocham ich obu...? Mam od tych dwóch lat kompletny mętlik w głowie. Co ja mam z tym zrobić? Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~alutka ~alutka Napisane 26 lutego 2019 - 21:21 Co masz zrobić? zrobisz to, co zechcesz, zależy to, od tego, jakim jesteś człowiekiem. Czy wybierzesz swoje dobre samopoczucie, szczęście pozorne, czy jego..? mając takie myśli/ zwidy/marzenia.. w stosunku do innego, nigdy nie powinnaś związać się z obecnym chłopakiem.. gdy to zrobisz, skrzywdzisz go.. jak w romansie, kocha żonę, kocha kochankę, nie umie wybrać.. Nie umiesz wybrać?, zostań sam, nie bądź z żadną z nich.. gdy trójkąt się pojawia, to kto powinien ponieść największe koszty? ano, spoiwo dwóch pozostałych.. ON nie wybrał żadnej, nie jest z żadną. ale nie.. on jest z obiema.. tak cierpi, że ma dwie kobiety :D wracając do Twojej historii.. nie wiąż się z nim, skoro myślisz o innym.. nie rób mu tego.. pozdrawiam Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~kobietka ~kobietka Napisane 27 lutego 2019 - 02:57 Gdybym miała pewność, że tak będzie dla niego lepiej - pewnie bym to zakończyła, ale ja nie mam tej pewności. Ja cały czas się zastanawiam, czy to uczucie do tego starszego faceta nie jest wyłącznie zauroczeniem, jakąś fascynacją, która kiedyś tam przejdzie (chociaż idzie to naprawdę opornie...) i że to zwyczajnie nie jest prawdziwe... i kiedyś mogę żałować, że złamałam serca nam obojgu (i mojemu chłopakowi i sobie), no i że zniszczyłam coś naprawdę wartościowego tylko i wyłącznie przez jakąś iluzję? Z chłopakiem mam coś rzeczywistego, namacalnego, konkretnego - i chociaż może ciężko to pojąć, jesteśmy ze sobą szczęśliwi i tworzymy bardzo udany, kompatybilny związek. Pytam o definicję miłości (chociaż pewnie każdy ma swoją), bo przecież te wszystkie motylki umierają kiedyś śmiercią naturalną, a chyba jednak bardziej liczą się inne rzeczy... rzeczy, które właściwie mamy w tym swoim związku. Ech, ciężko to wszystko opisać... i pewnie ciężko zrozumieć. Sama mam z tym problem. Czasami czuję się trochę, jakbym miała jakieś rozdwojenie jaźni - jestem z chłopakiem i wszystko jest pięknie, ale właściwie tęsknię za tym drugim... i tak w kółko. Druga sprawa, że z tym starszym chodziło też właściwie o... seks. On mnie niesamowicie pociągał. A jak piszę że niesamowicie, to mam na myśli że NIESAMOWICIE. Działał na mnie wprost paraliżująco. Miałam i nadal miewam o nim jakieś fantazje erotyczne... I mam wrażenie, że miałabym orgazm, gdyby tylko dotknął mojej ręki - czułam to aż tak bardzo. I nie jestem nic w stanie na to poradzić. Odpowiadać mogę tylko za swoje działania i wybory, a nie za reakcję organizmu na coś/kogoś, prawda? No ale jak seks... no to seks. Znowu wracam do tego, że chyba są ważniejsze rzeczy... o seksie (a raczej o olbrzymiej ochocie na kogoś) też chyba można w końcu zapomnieć? Tak czy siak, pewnie i tak wychodzę na egoistkę. Ja oczywiście rozumiem, stawiając się na miejscu mojego chłopaka - że już sam fakt tego, że nie jest dla mnie "jedynym" jest czymś okropnie bolesnym i nie wiem, czy kiedykolwiek by to przetrawił. I wiem, że nawet teraz, chociaż nie mam żadnych intencji, żeby go zdradzić, to go poniekąd oszukuję. Mam wyrzuty sumienia, nie mogę spać po nocach... i naprawdę nie widzę w tym niczego fajnego ani przyjemnego. Wychodzi na to, że jak bym nie wybrała, to i tak będzie źle... Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Rafał35 ~Rafał35 Napisane 27 lutego 2019 - 10:04 Co tu dużo mówić - o magii seksu z tym starszym facetem nie zapomnisz już nigdy. Twój "mętlik w głowie" przypomina mi to, czego sam doświadczałem przed ślubem z moją obecną żoną. W dalszym ciągu uważam, że to najlepszy, najbardziej wartościowy człowiek jakiego spotkałem w życiu. No i co z tego? Według mnie nie można ignorować sygnałów jakie wysyła nasz organizm. Dlaczego na jedną osobę reagujemy tak, że prawie mamy orgazm, gdy dotyka naszej dłoni, a inna może trzymać rękę na naszych genitaliach i nas to nie wzrusza? Ja jestem zdania (chociaż nie uważam tego za prawdę uniwersalną - związki i miłość to cholernie skomplikowana materia), że najlepsze związki tworzą pary, które połączyła wielka miłość, seks, namiętność. Związki z rozsądku - jak sama nazwa wskazuje - są związkami z rozsądku, można wtedy "kochać" inną osobę, ale jest to podobne do miłości do brata czy przyjaciela - w sercu wciąż pozostaje niewyrażona tęsknota za silnym uczuciem. Z Twojej wypowiedzi wprost bije, że więcej u Was rozsądku niż miłości. Zadaj sobie pytanie - chciałabyś być na miejscu swojego chłopaka? Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~kobietka ~kobietka Napisane 27 lutego 2019 - 12:34 Tylko że może uściślę - ja nie miałam żadnego romansu z tamtym facetem. Pracowaliśmy razem, już nie pracujemy. I właściwie przez większość czasu starałam się go unikać (trochę z rozsądku, trochę dlatego, że naprawdę silnie na mnie działał, trochę z innych powodów). Cały ten pociąg do niego, fascynacja - to się działo w mojej głowie. Chociaż jestem przekonana, że gdyby doszło między nami do czegoś - to byłoby mi wspaniale. Ledwo stałam koło tego człowieka, już nie mówiąc o chwilach kiedy patrzył mi w oczy. I kurde, ja nawet zbytnio kochliwa nie jestem. Nigdy nie byłam. To zdarzyło mi się - w takim stopniu intensywności - pierwszy raz w życiu, a nie mam już osiemnastu lat. Skoro nie zdarzyło się nigdy wcześniej... to jaka jest szansa, że się powtórzy? Dlatego i też ten facet jest dla mnie tak wyjątkowy (bo w jakiś sposób "pierwszy"). Ja nie wiedziałam nawet, że można coś do kogoś czuć aż tak mocno. To było nawet ciut przerażające. Przerastało mnie zupełnie. Przemawia do mnie to, co piszesz... oczywiście, że nie chciałabym być na miejscu mojego chłopaka. Myślę, że nikt nie chciałby być. Tylko to jednak nadal cholernie trudne. Znam jego zamiary, wiem, że chce spędzić ze mną resztę życia - że ślub, że dzieci, że gwiazdkę z nieba by mi podarował i nieba uchylił. Trudno mi sobie nawet wyobrazić, żeby wyskoczyć teraz z jakimś "kochanie, to koniec, wszystkie twoje marzenia i starania w pizdu". Przecież ja go tym zniszczę... On mnie naprawdę bardzo, bardzo, ale to bardzo kocha i tego jestem absolutnie pewna. Może jednak lepiej nie działać pochopnie, przeczekać to jeszcze? Może jest jakaś opcja, że jak pozbędę się uczuć do tamtego, to skupię się bardziej na tym i jakoś mocniej w to "wejdę"? ...a może oszukuję przede wszystkim samą siebie. Rozumiem, że nie jesteś szczęśliwy z żoną? A ona z Tobą? Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Rafał35 ~Rafał35 Napisane 27 lutego 2019 - 12:58 Ona ze mną też nie, bo rozmawiamy szczerze o swoich uczuciach. Wie, że przez większość czasu robię dobrą minę do złej gry. Chodzimy na terapię, próbujemy coś wypracować, ale z tyłu głowy wiem, że "trochę" się oszukuję. My mamy jednak małe dziecko i jesteśmy po ślubie - dużo trudniej przychodzi podejmowanie radykalnych decyzji. Co myślisz o tym, żeby szczerze porozmawiać ze swoim chłopakiem o Twych uczuciach do tamtego faceta? On wbrew pozorom zasługuje na szczerość - kocha tą wyidealizowaną Ciebie i z pewnością zakłada, że jego uczucie jest odwzajemnione w takim samym stopniu. Na tym nieskazitelnym obrazie może pojawić się jakaś rysa (osobiście uważam, że nic złego nie zrobiłaś, takie uczucia czasem po prostu na nas spadają, a Ty nie zrobiłaś kroku dalej), ale przynajmniej będzie wiedział na czym stoi. Nie dziwię się, że nie chcesz go skrzywdzić. Ja swojej żony też krzywdzić nie chciałem (kochała mnie jak nikt przedtem), ale kiedy przyszła proza życia, pojawiło się dziecko i inne problemy, nasza krucha więź zbudowana na mojej "rozsądnej decyzji" zaczęła się sypać. Zadaj sobie kolejne pytanie (ja go niestety sobie nie zadałem) - czy kochasz tego chłopaka czy jego miłość do Ciebie? Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~kobietka ~kobietka Napisane 27 lutego 2019 - 21:21 Dobre pytanie... aż mnie ścięło na kilka godzin. Czy ja kocham jego czy jego miłość do mnie? Właściwie może i tak być, że to drugie. (Muszę się nad tym dłużej zastanowić). Jedno mogę powiedzieć na pewno - nigdy nie czułam do niego żadnego magnetyzmu, przyciągania, całych tych fajerwerków. Z biegiem czasu pojawiły się uczucia, ale z innej skali - czułość, ciepło, przywiązanie, troska... On w ogóle długo się o mnie starał. W czasie, kiedy zaczęłam się z nim spotykać, byłam już zakochana w tamtym koledze z pracy - i generalnie ciężko mi było się otworzyć na jakiegokolwiek innego faceta. I akurat wtedy byłam z nim bardziej szczera. Ale chłopak był mega cierpliwy, nie odpuszczał - w pewnym momencie zaczęłam zauważać jego zalety (a ma ich cały ogrom) i... dalej potoczyło się niejako samo. Zdobył mnie swoim dobrym sercem, zaangażowaniem, tym że zawsze mogę na nim polegać - trudno tego wszystkiego nie doceniać (i nie kochać. Ale to chyba potwierdza ten drugi wariant, że ja kocham co najwyżej jego miłość do mnie...?). O tym, żeby wyznać mu całą prawdę, też już oczywiście myślałam... Ale - i tutaj jednak wyjdę już na definitywną egoistkę - boję się, że to byłoby równoważne z końcem tego związku. A ja nadal się waham, czy w ogóle tego chcę i czy to właściwe. Nie jestem też z kamienia, nie jest mi obojętny. Przeżyliśmy razem już naprawdę wiele, poznałam go od podszewki... Jego smutki i radości, troski i zmartwienia... Tyle rozmów, gestów, chwil - ciężko to wszystko wyrzucić do kosza. Brakowałoby mi go. Przykro mi, że z Twoją żoną tak się potoczyło i to też daje mi do myślenia... chociaż pewnie nie każdy podobny przypadek musi kończyć się tak samo. Potwierdziłeś też moje obawy, że jedna naprawdę kochająca osoba w związku nie wystarczy - i też cierpi. (Tylko czy ja aby na pewno go nie kocham...? Ech). W każdym razie bardzo Ci dziękuję za te celne uwagi - i to z własnego doświadczenia. Mam o czym nie spać... Jeśli chodzi o Ciebie - mam nadzieję, że Ci się ułoży i szczerze Ci tego życzę. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Rafał35 ~Rafał35 Napisane 28 lutego 2019 - 09:49 Z każdym postem jest według mnie coraz gorzej. Nawet w tym pierwszym jako najważniejszą zaletę swojego chłopaka podajesz to, że Cię bardzo kocha... Pozwól, że dołożę jeszcze trochę do pieca. Znam kilka takich par jak Wasza - facet sobie coś u dziewczyny "wyłaził", ona pierwotnie nie była nim zainteresowana, ale przekonało ją to, że jest taki dobry, kochany, tak się o nią stara, tak zabiega, a przecież czas leci nieubłaganie i z kimś się związać trzeba, a tego "właściwego", na którego widok pojawiałyby się motyle w brzuchu na horyzoncie brak. Charakterystyczne dla takich związków jest to, że po latach żaden z nich nie jest udany i wyglądają dokładnie tak samo. Uczucia faceta zaczynają się "uspokajać" - zdobył dziewczynę, która stała się jego żoną, ogranicza starania i czułość do minimum, skupia się na innych rzeczach. Jego największe zalety, które w skrócie można nazwać "miłością do niej" jakoś bledną - dziewczyna zadaje sobie pytania czemu on już tak się nie stara, tak nie zabiega, dlaczego jego czułość ogranicza się do szybkiego buziaka w jej czółko przed wyjściem do pracy. Przynosi kwiaty coraz rzadziej, a tej gwiazdki z nieba, którą obiecywał jakoś nie widać. Dziewczyna w pewnym momencie zaczyna się przyglądać swojemu facetowi i zdaje sobie sprawę, że w zasadzie nie imponuje jej praktycznie niczym, nie interesuje jej jako mężczyzna, nie wie o co go ma pytać, nie bardzo chce spędzać z nim czas, skoro on jest taki "mało czuły" (a paradoksalnie wszystko może być w absolutnej normie), nic ich nie łączy. Pociąg seksualny, który już na początku był słabiutki, na słowo honoru, praktycznie zanika. Pojawia się tęsknota za silnym uczuciem - dokładnie za tym, co "łączyło" Cię z tym starszym facetem, który był wyborem z gatunku tych oczywistych (dobrze wiesz, że on nie musiałby się o nic starać). Zaczyna wykręcać się od seksu, pomalutku zanika nawet szacunek do partnera - myśli o nim jak o nieudaczniku, kapciu (no chyba, że zacznie dobrze zarabiać - wtedy staje się bankomatem, jego pieniądze podświadomie mają za zadanie wynagrodzić rosnącą pustkę w sercu). On ucieka w alkohol (znam dwa takie przypadki) albo w swoje pasje (też dwa przypadki) albo też w pracę (jeden przypadek). Wiem, że pewnie myślisz sobie - "ja taka nie jestem". Tamte (a wśród nich są dwie moje kuzynki, które znam od dziecka) też z pewnością nie myślały, że staną się gderającymi, unikającymi łóżka jędzami. Oczywistym jest, że Twój chłopak nie jest Ci obojętny i by Ci go brakowało. Mi moja żona też nie jest obojętna. To mieszanka poczucia winy ("no przecież nie mogę go zostawić, skoro mnie tak kocha, byłabym straszną świnią"), litości ("nie mogę go zostawić, przecież go zniszczę"), przywiązania ("jest tak pewnie, przewidywalnie, bezpiecznie"), uczuć siostrzano-bratersko-przyjacielskich ("tak jesteśmy sobie bliscy, tak się wspieramy, możemy na sobie polegać"), pozytywnych wspomnień ("tyle razem przeszliśmy") oraz naszego dobrego samopoczucia wynikającego z tego, że ktoś kocha nas takimi jacy jesteśmy. Czy można to jednak nazwać miłością? Albo inaczej - czy taka "miłość" nam wystarcza? Nie macie dzieci, nie jesteście małżeństwem, nawet nie zdążył Ci się oświadczyć - ciesz się, że takie wątpliwości naszły Cię właśnie teraz. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Joan ~Joan Napisane 28 lutego 2019 - 12:32 To o mnie. To straszne przeczytać o sobie taką prawdę. Nie widzę żadnego wyjścia z tej sytuacji. Zwyczajnie nie stać mnie na to ani finansowo, ani psychicznie. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~~ K ~~ K Napisane 28 lutego 2019 - 14:50 Żeczywiscie smutne to wszystko, ale pamiętajmy zawsze jest rozwiązanie nie można tkwić w takim związku niszczymy siebie i drugą osobę. Po kilkunastu latach stwierdzimy, że może gdybyśmy byli odważniejsi wtedy to teraz jedna i druga strona była by może w drugich szczęśliwych związkach. Joan dlaczego piszesz , że Cię nie stać finansowo ani psychicznie? Kobietka Rafał 35 opisał to już tak realistycznie, że mało co nasuwa się do dodania jedynie samemu trzeba parę pytań zadać sobie małżeństwo z rozsądku bo go nie wiem szanujesz o motylach nie ma mowy w tym przypadku, a miłość chyba też nie bo raczej masz go za bardzo dobrego przyjaciela z tą różnicą, że lądujecie w łóżku razem (przepraszam za to, ale tak można to delikatnie ująć) tylko czy to wystarczy na te resztę lat? Zawsze mówi się o zbudowaniu mocnego fundamentu żeby związek był udany lata, wieczne kompromisy, rozmowy, a Ty już masz wątpliwości? Zastanów co jest dla ciebie najważniejsze, chłopaka nie chcesz krzywdzić po ślubie stwierdzisz, że się pomyliłaś i co wtedy jeszcze gorzej nie ma na to metody trzeba samemu wybrać dobrą drogę po czasie powiesz czy dobrze postąpiłaś. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~kobietka ~kobietka Napisane 28 lutego 2019 - 21:32 Czytam to wszystko i chce mi się płakać. Nawet się nie da nie przyznać Wam racji, choćbym nie wiem jak chciała, żeby było inaczej. W jakimś stopniu przecież zdawałam sobie z tego sprawę. Potrzeba mi było tej prawdy. Czyli koniec... Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~alutka ~alutka Napisane 28 lutego 2019 - 22:55 ~kobietka napisał:Czytam to wszystko i chce mi się płakać. Nawet się nie da nie przyznać Wam racji, choćbym nie wiem jak chciała, żeby było inaczej. W jakimś stopniu przecież zdawałam sobie z tego sprawę. Potrzeba mi było tej prawdy. Czyli koniec... koniec? ale czego? może przerwa, żeby dowiedzieć się, kto i kogo kocha. kiedy o nim zapomnisz, będziesz gotowa związać się z kimś innym, być może, z obecnym chłopakiem, gdy poczeka.. czas, jest bez znaczenia.. kiedyś to zrozumiesz.. nikt, nie chce świadomie nikogo skrzywdzić, ale pomyśl, krzywda na kilka m-cy, czy na lata całe. To Twój wybór, skrzywdzisz chłopaka, tak czy siak, ale zdecydować możesz, na jak długo.. powiedz mu co czujesz.. jakkolwiek to odbierze, powinien docenić, że nie chcesz kłamać. pozdrawiam Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~alutka ~alutka Napisane 28 lutego 2019 - 23:29 Droga @kobietko, to nie chodzi o faceta, w którym się zakochałaś, to nic innego jak informacja, że Twój chłopak, to nie ten.. mimo, że on Cię kocha.. to za mało.. dla Ciebie, uwierz mi.. jak już wielokrotnie tu mówiono, lepiej samemu tylko kochać, nawet będąc samym, niż być tylko kochanym..i być z kimś..kogo się nie kocha. nawet nie wiesz, na co chcesz się zdecydować. nie rób tego sobie samej, poczucie winy zje Cię od środka, zostań na jakiś czas sama, tym bardziej, że i tak jesteś.. z tym wszystkim, sama. Cokolwiek was nie łączy, gdy myślisz o innym, to nie kochasz, to pewne. Gdy kochasz, inni faceci nie istnieją. Nie widzisz ich zupełnie, są niewidzialni. daj znać, co postanowiłaś, nawet jeśli, zostać z chłopakiem.. trzymaj się Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~kobietka ~kobietka Napisane 02 marca 2019 - 17:33 Wszystko rozumiem, wszystko wiem, ze wszystkiego zdaję sobie sprawę, ale w praktyce... potrzebuję zebrać siły. Niby nie jesteśmy po ślubie, ale to i tak już zaszło bardzo daleko. Wszyscy są przekonani (a nawet poinformowani), że będziemy. Zszokowałabym obie nasze rodziny - przy czym muszę przygotować się na to, że nikt mnie nie zrozumie i każdy będzie wieszał na mnie psy. Wiem, że może to mało istotne w obliczu całego życia, ale na "tu i teraz"... nawet nie chcę myśleć. O tym, jak się czuję wobec chłopaka i tej naszej szczerej rozmowy, nawet nie piszę. On się załamie, ja się załamię, prawdopodobnie mnie też znienawidzi. ( Bo kto by nie znienawidził... naturalna i zrozumiała reakcja). Poza tym, Alutko... Ty mnie nie znasz, ale ja sama znam siebie na tyle, że wiem, że nie, nie będę już miała nikogo innego. Boleśnie zdaję sobie sprawę z tego, że tym zerwaniem wybieram samotność. Mam 29 lat. Może to jeszcze nie tak wiele (ale już i nie tak mało). Przez całe życie zakochałam się RAZ. Zastanawiałam się nawet czasem, czy ze mną to na pewno wszystko gra - koleżanki wokół przeżywały te wszystkie sercowe wzloty i upadki, płakały mi w rękaw - a ja je pocieszałam z jakąś wewnętrzną myślą, że nie potrafię się z nimi zidentyfikować. Miałam kilku chłopaków, nie wiem ilu więcej starających się - i zawsze kończyło się tak samo - nigdy tego nie "czułam". I rzeczywiście, nawet sama zawsze byłam przekonana o tym, że miłość to coś, co się przydarza, a nie kształtuje na siłę podczas spotykania się z kimś. Na coś takiego przynajmniej czekałam. (I w sumie z tego powodu nigdy nie lubiłam randek, bo wkurzała mnie ta cała "celowość"). To zakrawa o cud - żebym ja, będąc sobą, zakochała się raz jeszcze - plus, żeby obiekt moich westchnień był wolny i żeby jeszcze to odwzajemniał. Nikt nikomu nie da gwarancji pt. "ale na pewno jeszcze kogoś poznasz, nie martw się", a ja sama nie jestem tak naiwna, żeby w to wierzyć. Także... powiedzieć, że to wszystko "trudne", to jak nie powiedzieć nic. I ostatnie... to, że mi serce pęka na tysiąc małych kawałków na myśl, że tego chłopaka może już nie być w moim życiu... to ma jakieś znaczenie? Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~~ K ~~ K Napisane 02 marca 2019 - 19:29 Kobietko nikt nie powie ci co masz zrobić, sama musisz podjąć tę decyzję. Odpowiedz sobie czy małżeństwo z rozsądku bo on mnie kocha ja go nie wystarczy na 10, 20, 40 lat by być szczęśliwym w tym związku. Rodzina może nie wszyscy zrozumieją, ale to o ciebie chodzi ślub to bardzo poważna decyzja nie zakup butów nie ma gwarancji i zwrotu bo nie pasują do torebki. Alutka ma rację jeśli kochasz to inni faceci są niewidzialni liczy się tylko on u ciebie tego nie ma. Jesteś zauroczona swoim chłopakiem jest dla ciebie chyba nie powiem źle przyjacielem nie mężczyzną tym jedynym. A jeśli byś była sama bo tak podejmiesz decyzję to nie wiemy co nas czeka za rok czy dwa, ale żyjemy w zgodzie ze sobą samym. Ciężka decyzja przed tobą napisz co postanowiłaś, trzymaj się. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~kobietka ~kobietka Napisane 02 marca 2019 - 20:25 Dziękuję. Ja tak naprawdę już postanowiłam - przeważa fakt, że po prostu nie mam prawa odbierać szansy na szczęśliwą i odwzajemnioną miłość mojemu chłopakowi. Kogo by to ze mnie robiło...? Jest mi tylko ciężko... bo stanę się wrogiem publicznym numer jeden, człowiek, na którym bardzo mi zależy, będzie myślał o mnie jak najgorzej, a sama przepłaczę do poduszki kolejnych kilka miesięcy. Dlatego też piszę, że muszę zebrać siły. I to właściwie tyle... Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Izka ~Izka Napisane 03 marca 2019 - 11:17 Kiedyś będzie ci za to wdzięczny. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~kobietka ~kobietka Napisane 03 marca 2019 - 13:27 Coś Ty :) Widzę to oczyma wyobraźni... Widzę nawet te rozmowy z jego przyszłą w stylu: "miałem taką jedną. Kochałem ją, dałem jej z siebie wszystko, a ta s*ka potraktowała mnie tak i tak". Na co białogłowa": "ale jak tak można? Nie mieści mi się w głowie...". Heh. Istnieje legenda, że ktoś kiedyś dobrze zniósł rozstanie w imię: "to dla twojego dobra". :) Sama jestem sobie winna. Za tempo związku odpowiadają dwie osoby, nie jedna. Nie zareagowałam w kilku kluczowych momentach, mimo wątpliwości, i nie ma co się chłopakowi dziwić, jeśli mnie znienawidzi. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko, że byłam mocno pogubiona, a wizje, które przede mną roztaczał bardzo przyjemne. Teraz widzę jaśniej. Trudno. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~~ K ~~ K Napisane 03 marca 2019 - 13:47 Zawsze ciężko jest na początku i myślę, że z czasem on inaczej spojrzy na to wszystko i nie będzie Cię nienawidzić tylko wdzięczny za szczerość. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Aleksandra ~Aleksandra Napisane 03 marca 2019 - 14:47 Nie licz na wdzięczność i w zasadzie nie zaprzątaj sobie tym głowy. Po czasie będziecie sobie zupełnie obcy i nawet we wspomnieniach nie będzie Ci się chciało wracać to tego co było. Ja rok temu zakończyłam związek bo się zakochałam. Mój związek był długi czasowo, żal z poczuciem winy się przeplatał. Gdy się zakochałam, doświadczyłam takich emocji jakie nawet nie przypuszczałam, że istnieją. Ostatecznie na obecną chwilę w byłym mam wroga. Ten w którym się kocham, jest w związku partnerskim i raczej się nie zejdziemy bo nie mam na to wpływu. Za to ja po prostu odżyłam. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie » odpowiedz » do góry Data utworzenia: 13 lutego 2015, 16:15. Agnieszka Kaczorowska od zawsze miała słabość do starszych mężczyzn. Jeszcze jako nastolatka spotykała się podobno z żonatym facetem, ale tamten romans ostatecznie nie przetrwał. Teraz tancerka jest w związku z jednym z montażystów Tańca z Gwiazdami i w końcu opowiedziała o tym, jak zaczęła się ich znajomość. Agnieszka Kaczorowska. Foto: Aleksander Majdański / O tym, że w życiu Agnieszki pojawił się nowy mężczyzna, spekulowano od dawna. Dopiero jednak niedawno wyszło na jaw, że Kaczorowska spotyka się z Rafałem Samborskim, który pracuje przy Tańcu z Gwiazdami - programie, którego tancerka jest uczestniczką. Na ich temat niemal od razu pojawiło się sporo plotek. Początkowo Agnieszka nie komentowała doniesień prasy, ale w końcu zdecydowała się przerwać milczenie. Na łamach serwisu opowiedziała o swojej nowej miłości i o tym, jak to uczucie się narodziło. Zapewnia też, że zbliżyła się do Samborskiego po tym, jak jej para odpadła z rywalizacji w tanecznym show. „Z Rafałem Samborskim, moim obecnym mężczyzną, zaczęłam się spotykać po tym, jak moja para odpadła z programu. Wcześniej mijaliśmy się na korytarzach, spoglądaliśmy na siebie, ale w związku z tym, że bezpośrednio ze sobą nie pracowaliśmy i każdy był zajęty swoimi obowiązkami, nie mieliśmy się okazji bliżej poznać. Dopiero gdy zakończyłam swój udział w tamtej edycji, umówiliśmy się raz, potem drugi, trzeci – zaczęliśmy rozmawiać, no i wtedy strzała Amora we mnie uderzyła i zakochałam się po uszy! ”- tłumaczy podekscytowana. Kaczorowska zdradziła również, dlaczego nowy mężczyzna stracił dla niej głowę. „Rafał mi mówił, że gdy pierwszy raz na siebie spojrzeliśmy, to w moich oczach zobaczył coś, co go zahipnotyzowało. Ja go oczywiście widywałam, ale nie było tak, że do niego jakoś specjalnie wzdychałam. Sądziłam, że to ciekawy człowiek i tyle. Najwięcej zmieniła rozmowa, bo u mnie już tak jest, że muszę z kimś pogadać, poznać go i jego sposób myślenia, to jest dla mnie najważniejsze, a nie sam wygląd ”- zdradza. Wygląda to na romans rodem z kina! /11 Życie prywatne Agnieszki Kaczorowskiej Aleksander Majdański / Życie prywatne słynnej Bożenki z "Klanu" od dawna wywołuje emocje w kolorowej prasie. /11 Życie prywatne Agnieszki Kaczorowskiej Aleksander Majdański / Przed laty plotkowano, że Agnieszka spotyka się z dużo starszym i do tego żonatym mężczyzną. /11 Związek Agnieszki Kaczorowskiej i Rafała Samborskiego AKPA Teraz zaś tancerka odnalazła szczęście u boku Rafała Samborskiego. /11 Związek Agnieszki Kaczorowskiej i Rafała Samborskiego Bartłomiej Iwaniak / Ciecier Samborski to utalentowany montażysta, mogący pochwalić się imponującym portfolio. /11 Związek Agnieszki Kaczorowskiej i Rafała Samborskiego AKPA Para nie komentowała do tej pory swojego romansu, ale Agnieszka przerwała w końcu milczenie. /11 Agnieszka Kaczorowska opowiedziała o nowej miłości Kapif W najnowszym wywiadzie Kaczorowska zdradziła, że poznała Samborskiego na planie Tańca z Gwiazdami. /11 Nowy facet Agnieszki Kaczorowskiej Bartłomiej Iwaniak / Ciecier Agnieszka zdradza, że dopiero po kilku spotkaniach z Rafałem zadurzyła się w nim po uszy. /11 Agnieszka Kaczorowska o nowym facecie Aleksander Majdański / Tancerka zdradziła, że w nowym mężczyźnie ujął ją przede wszystkim intelekt. /11 Agnieszka Kaczorowska szczęśliwie zakochana Kapif Kaczorowska nie ukrywa też, że jest bardzo zakochana i szczęśliwa. /11 Agnieszka Kaczorowska o nowej miłości Kapif Wiele wskazuje na to, że parę będziemy teraz często podziwiać na salonach. /11 Agnieszka Kaczorowska w Tańcu z Gwiazdami Kapif Przed Agnieszką zaś rywalizacja w kolejnej edycji Tańca z Gwiazdami. Masz ciekawy temat? Napisz do nas list! Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie historie znajdziecie tutaj. Napisz list do redakcji: List do redakcji Podziel się tym artykułem: fot. Adobe Stock Mama zawsze mnie przestrzegała, bym nie wiązała się z żonatym mężczyzną. Twierdziła, że oni nigdy nie odchodzą od żon, bo jest im w domu po prostu wygodnie. A gadanie, że „między nimi się nie układa, że ona go nie rozumie i już są w trakcie rozstania” – to, cóż, tylko gadanie. Nigdy więc nie patrzyłam na żonatych jak na ewentualnych partnerów. I dlatego naprawdę nie rozumiem, jakim cudem zakochałam się w Jerzym. Jestem pielęgniarką. Jerzego poznałam, kiedy był pacjentem na oddziale ortopedycznym, na którym byłam siostrą oddziałową. Miał złamaną nogę w dwóch miejscach. I jak lekarz z anegdot, był okropnym pacjentem. Wszystko wiedział lepiej, nikogo się nie słuchał, i rządził się, jakby był udzielnym księciem. A że był kolegą ordynatora, inni lekarze kładli uszy po sobie. Ja jednak nie bałam się ani ordynatora, ani tym bardziej pacjenta. Kiedy go przywieźli, akurat byłam na urlopie. Wróciłam po trzech dniach i kiedy zorientowałam się w sytuacji, ustaliłam zasady. – Dość tej samowolki – powiedziałam, patrząc groźnie na mężczyznę leżącego na łóżku. – Od tej chwili żadna pielęgniarka ani salowy nie będą latać na posługi do kantyny. Ani przylatywać na każde żądanie. Jeśli potrzebuje pan towarzystwa, na pięcioosobowej sali jest jedno wolne łóżko. – Nie, dziękuję – powiedział i coś chciał dodać, ale nie dopuściłam go do głosu. – I tak pana tam przeniosę, jeśli nie zacznie się przyzwoicie zachowywać. Nie przeszkadzać, brać leki i słuchać się lekarzy. A jak chce pan specjalnego traktowania, proszę przenieść się do prywatnego szpitala. Tam, jak pan zapłaci, pielęgniarki zatańczą panu przy rurze. Tak się zastanawiam, czy właśnie nie to zdanie było przyczyną tego wszystkiego, co wydarzyło się później. Bo kiedy to powiedziałam, na twarzy mężczyzny pojawił się dziwny uśmiech. Oczy mu błysnęły, zmierzył mnie wzrokiem i powiedział: – Taniec przy rurze w pani wykonaniu chętnie bym obejrzał. Bez dwóch zdań. W podobnej sytuacji byłam wielokrotnie, bo jestem podobno bardzo atrakcyjną kobietą. Więc faceci – w tym i lekarze ze szpitala – często mnie podrywali. Zazwyczaj gasiłam takiego natychmiast. Ale w tamtym momencie pod wpływem wzroku doktora N. poczułam, jak ogarnia mnie żar. Straciłam wątek. Zrobiłam więc zimną, odpychającą minę (którą jako młoda dziewczyna godzinami ćwiczyłam przed lustrem) i wyszłam. I tak to się zaczęło. Oczywiście szybko się dowiedziałam, że nie jest kawalerem – jego żona tego dnia przyszła w odwiedziny – więc starałam się nie patrzeć na niego jak na mężczyznę. Niestety, nie dało się. Był dość przystojny, ale nie w urodzie ciała tkwił jego największy magnes. Uśmiech, głos, błysk oka, to, co mówił… to na mnie działało. Kiedy miesiąc po wyjściu do domu wpadł do szpitala i złożył propozycję pracy w jego przychodni (był współwłaścicielem z trzema innymi lekarzami), powinnam była odmówić. Ale okazało się, że jestem słaba. Bywałam wcześniej na randkach – w końcu miałam już trzydzieści dwa lata – ale jakoś nikt nie sprawił, bym zaczęła o nim myśleć. Tęsknić. Pragnąć go. A wszystko to czułam do doktora N., mimo że nie byliśmy na ani jednej randce. I mimo że był żonaty. Tak, powinnam była odmówić, przerwać to osuwanie się po równi pochyłej, ale nie miałam sił. Dwa miesiące po moim przejściu do pracy do jego przychodni zostaliśmy kochankami. Kochaliśmy się w godzinach pracy w jego gabinecie. W pustej salce do badań. Czasami wpadał do mnie do domu na szybki numerek – i pędził do pacjenta czy do domu. Po kilku miesiącach ten układ zaczął mnie uwierać. Chciałam więcej. Chciałam być dla niego jedyna. Chciałam zostać jego żoną i urodzić mu dziecko. Kochałam go. A pewnego dnia, kiedy traciłam już nadzieję, on wyznał mi swoją miłość. Powiedział to, gdy w drugą rocznicę naszego „związku” oznajmiłam, że odchodzę. Że zmienię pracę i już nigdy się nie zobaczymy, bo ja tak dłużej nie mogę. Z twarzy Jurka zniknął uśmiech. – Nie możesz tego zrobić. Kocham cię. Nie dam rady bez ciebie. Tylko przy tobie czuję się szczęśliwy. Patrzył gorącymi oczyma i miałam wrażenie, że… och, nie wiem. Siedzieliśmy w moim mieszkaniu, przy stole, na którym paliły się świece. Zrobiłam kolację, on przyniósł wino. Żonie powiedział, że wróci późno ze spotkania z przyjaciółmi. – Nie rozumiem – powiedziałam, czując, jak wszystko we mnie topnieje na to wyznanie. – Jeśli tak jest, to dlaczego nie odejdziesz od niej do mnie? I wtedy, pieszcząc palcami moją rękę, opowiedział mi o swoim małżeństwie. Byli po ślubie już dwadzieścia dwa lata. Ona była zimną wydrą, która go nie rozumiała. Która nie lubiła seksu, czułości i dotyków. Byli ze sobą tylko ze względu na syna. – Wpadliśmy, kiedy byłem na drugim roku studiów. Musieliśmy się pobrać. Ale chyba nigdy jej nie kochałem. Myślałem, że tak, ale teraz, kiedy wiem, co czuję do ciebie, to jestem pewny, że nigdy jej nie kochałem. Poczekajmy jeszcze. Mój syn za rok skończy studia, wtedy będę wolny. Dałam mu ten rok. I wtedy okazało się, że ta zimna suka, jego żona, jest jedną ze współwłaścicieli przychodni i w dużej mierze ją finansuje. – Nie mogę powiedzieć jej, że odchodzę, bo ona zniszczy nas. Przychodnię, moich kolegów i pracowników. Musimy być odpowiedzialni – tłumaczył mi, kiedy skończyliśmy uprawiać seks w jego gabinecie, a ja spytałam, co z naszą umową. Jego syn skończył studia trzy miesiące wcześniej. – Gdyby jej nie było… – przyciągnął mnie do siebie – gdyby jakimś cudem zniknęła, wreszcie bylibyśmy razem, oficjalnie. Jego słowa zapadły mi w duszę. Myślałam o nich jakimś sposobem zniknęła… Miałam już trzydzieści pięć lat. Kochałam i chciałam mieć normalne małżeństwo, normalną rodzinę. Dziecko. Na przeszkodzie mojemu – i mojego ukochanego – szczęściu stała jedna kobieta. Ale cóż mogłam na to poradzić? I wtedy – jakieś dwa miesiące później – Jerzy powiedział mi, że może przyjść do mnie i zanocować (święto!), bo jego żona spędzi noc w szpitalu po zabiegu prostowania przegród nosowych. – Jest na sali dwadzieścia pięć – powiedział mimochodem – całkiem sama, załatwiłem to z ordynatorem. Nikt nie będzie jej przeszkadzał. Przyjdę do ciebie po dwudziestej drugiej. To będzie gorąca noc, prawda, kocie? – zamruczał i dał mi buziaka. W głowie mi huczało. Czułam się jak za jakąś szybą, oderwana od świata. Zahipnotyzowana jedna myślą: to jest okazja. Więcej może się nie powtórzyć. Znałam ten szpital. Wiedziałam, jak wszystko działa, jak ludzie pracują, kto na co zwraca uwagę. Nie było trudne wślizgnąć się na oddział. Nikt nie widział, jak weszłam do pokoju, gdzie po operacji, pod kroplówką leżała żona Jerzego. Miała opatrunki na twarzy, spała. Podeszłam do łóżka, odłączyłam od jej wenflonu kroplówkę i strzykawką wpuściłam do żyły powietrze. 150 mililitrów. Po czym znów podłączyłam kroplówkę. I wyszłam z pokoju. Nikt mnie nie zauważył. Żona Jerzego zmarła kilkanaście minut później z powodu niewydolności krążenia. Tylko ja wiedziałam, że powodem był zator powietrzny. Znaleziono ja martwą dopiero o szóstej rano, gdy przyszła do niej pielęgniarka z termometrem. Oczywiście musiał minąć rok, czas żałoby, żebyśmy mogli spokojnie oznajmić ludziom, że zaczynamy razem nowe życie. Z niecierpliwością czekałam na ten dzień. Zwłaszcza że Jerzy stwierdził, że musimy być teraz bardzo ostrożni, więc lepiej nie kontaktować się po pracy. Tłumaczyłam sobie, że tak trzeba, dla naszego bezpieczeństwa. Ale dziewięć miesięcy po tym, jak zabiłam żonę Jurka, dowiedziałam się, że w sobotę odbyło się przyjęcie zaręczynowe Jerzego i córki starszego wspólnika, doktora W. Przez chwilę nie rozumiałam, co mówi do mnie recepcjonistka, która zbierała pieniądze na kwiaty dla szefa. Potem poszłam do toalety i wyrzygałam z siebie serce. Nie byłam w stanie patrzeć na Jerzego. Skonfrontować się z nim. Złożyłam wymówienie – podpisał je i nawet nie próbował ze mną rozmawiać. To nawet nie było zerwanie. Po prostu… jakby między nami nic nigdy nie było. I być może to właśnie zabolało mnie najbardziej. Przypomniałam sobie, że jestem przecież silną kobietą, która nigdy nikomu nie pozwalała dmuchać sobie w kaszę. Której bali się lekarze i podwładne. A on zrobił ze mnie miękką kluchę podatną na zranienia i łzy. Musiałam odzyskać samą siebie I pewnego dnia dorwałam go, jak szedł ze swoją narzeczoną ulicą. Był wieczór, cicho i pusto. A ja miałam samochód. Potem dowiedziałam się, że zmarł w szpitalu dwie godziny po wypadku. Ona miała jedynie silne stłuczenia. Ale była w szoku i nie zapamiętała mama miała rację, gdy ostrzegała mnie przed żonatymi. Problem w tym, że gdy budzi się serce, człowiek przestaje myśleć i wierzy, że w jego przypadku bajka skończy się szczęśliwie. Więcej prawdziwych historii:„Mój mąż w wypadku stracił nogi, pół twarzy i dłoń. Wszyscy mówią, że powinnam go wysłać do hospicjum, ale ja go kocham”„Związałam się z mężem zmarłej przyjaciółki. Podobno nie robimy nic złego, więc dlaczego mam takie wyrzuty sumienia?”„Pół roku po ślubie straciłam władzę w nogach. Mąż ode mnie odszedł, bo stwierdził, że nie pisał się na życie z kaleką” Dobra rada dla wszystkich kobiet....nie brac sie za żonatych facetów!!To zazwyczaj tak sie konczy..niby kochanka jest lepsza,bo dla niego to cos nowego,nowe przezycia ,pozycje itp Nie wiem i nie rozumiem,czemu jak wiedziałas ze on ma żonę,czemu z nim byłas?Tak sie konczy w wiekszosci przypadków ,on sie Tobą zabawi...powie kilka komplementów...Ale i tak jak mu sie znudzisz wraca do co bym Ci radziła odpusc sobie,zostaw go za sobą , dla dobra swojego i jego dziecka!!Jak musi sie czuc jego żona,jak myslisz?Postawiła bys sie na jej miejscu,chciała bys byc z nim i myslec czy tym razem idzie do kochanki czy moze z kolegami na piwko?!Bo historia lubi sie powtarzac,nawet jak by wzioł rozwód i był z Tobą ,zaufała bys mu?A zwłaszcza ze juz 1,5roku nie jestes z nim,nie plącz sie w to na nowo!!!!!!!!!!!Sama widzisz ze jego obietnice są nic niewarte!Dobrze ze z waszego romansu nie ma dzidziusa....a jak by był co bys wtedy zrobiła?Zastał bys samotną ze pewnie dała bys sobie o tym rozsądnie,nic z tego dobrego nie wyjdzie...jedynie przez niego zrujnujesz sobie zycie!Niechciał bym byc na twoim czy jego żony ,miejscu..naprawdę!

zakochałam się w żonatym facecie